o mnie

Urodziłam się 30 kwietnia 1972 w Drezdenku. Mój tata wymyślił sobie mnie i moje imię zanim poznał moją mamę.

Zaczęłam szyć w wieku około 4 lat, były to oczywiście ubranka dla lalek. Nie pamiętam dokładnie kiedy zaczęłam szyć rzeczy dla siebie, ale wydaje mi się, że było to około czwartej klasy Szkoły Podstawowej. Nikt mnie tego nie uczył, choć wiem, że obie babcie potrafiły szyć, robić różne cuda na drutach i szydełku. Ja uczyłam się szycia sama przerabiając panieńskie sukienki mojej mamy, a było ich trochę w naszej szafie. Po prostu patrzyłam sobie na nie i myślałam, co by tu z nich wykombinować innego. Oczywiście nie kończyło się na myśleniu, i to pewnie spowodowało moje upodobanie do szycia jako przerabiania, ale później też szyłam różne rzeczy od podstaw, od stroju kąpielowego, spódniczek, sukienek, bluzek, spodni, po płaszcz zimowy z flauszu i z podszewką z futerka, ale był również elegancki garnitur męski dla taty…

Gdy miałam 11 lat był emitowany film „Powrót do Edenu”, moje pierwsze zetknięcie się ze światem mody, kto pamięta tamte czasy to wie, że ulice pustoszały podczas emisji kolejnego odcinka, a przynajmniej tak było w moim Drezdenku. Chyba wtedy pierwszy raz zaczęłam bardzo nieśmiało marzyć o byciu projektantką, a już przynajmniej o pracy chociaż związanej z modą.

Odkąd pamiętam bardzo przykuwały moją uwagę rzeczy uszyte z materiału jeansowego, ale nie typowe spodnie jeansowe, tylko sukienki, spódnice i jakiekolwiek inne niż typowe spodnie, no i oczywiście miałam fioła na punkcie ogrodniczek. Dzisiejsza młodzież pewnie nie uwierzy, ale w czasach gdy ja miałam 12 lat nie było w sklepach tak ogromnego wyboru jak dzisiaj, więc możecie sobie wyobrazić moją radość, gdy od rodziny, która otrzymywała paczki z Francji dostałam ogrodniczki. Uwielbiałam je tak bardzo, że nosiłam je na okrągło, jak były brudne to prałam, na noc kładłam na kaloryfer, rano prasowałam i znowu je nosiłam. Jak już były w takim stanie że nie dało ich się połatać, na pewnej części, to pocięłam je na kawałki i uszyłam torebkę z czerwoną podszewką, która służy mi wiernie do dnia dzisiejszego. Nie powiem oczywiście, że przez te wszystkie lata nosiłam ją codziennie, ale przypominałam sobie o niej latem.

Po skończeniu Szkoły Podstawowej poszłam do Liceum Ogólnokształcącego, do klasy o profilu matematyczno-fizycznym. W drugiej klasie chciałam przenieść się do technikum odzieżowego, ale na to nie zgodził się mój tata. W czwartej klasie znowu powrócił temat wyboru kierunku, w którym chcę podążać, więc szukałam jakichś szkół, które dają wykształcenie odzieżowe , ale na bazie LO niczego takiego nie znalazłam. W międzyczasie była jeszcze studniówka, na którą sama uszyłam sobie dwie sukienki, bez korzystania z wykrojów z burdy.
Ostatecznie dostałam się na Akademię Ekonomiczną w Poznaniu, ale po roku doszłam do wniosku, że marny będzie ze mnie ekonomista i zrezygnowałam z nauki.

W wieku 20 lat zatrudniłam się w Sunset Suits MODA MĘSKA w Suchym Lesie koło Poznania i opuściłam mój rodzinny dom. Pracowałam tam na stanowisku pomocy krawieckiej, krótko mówiąc prasowałam kieszonki w spodniach. Trwało to cztery lata, moi znajomi ze szkoły w tym czasie kończyli studia i pytali mi się jak długo jeszcze zamierzam prasować te kieszonki, a ja mówiłam nie wiem o co im chodzi, bo to moja pierwsza praca, a już to co robię jest w telewizji (prezenterzy w telewizji występowali w tych garniturach). No ale w końcu dotarło do mnie, że nie ma co tracić czasu, nic więcej się tu nie nauczę, trzeba ruszyć na poszukiwania nowej pracy, bałam się okrutnie, ale zwolniłam się sama oczywiście.
W trakcie poszukiwań nowego miejsca pracy przez przypadek trafiłam na zamieszczone w gazecie ogłoszenie, że będzie zakładana w Poznaniu nowa prywatna szkoła – Średnie Odzieżowe Studium Zawodowe. Ukończyłam ją po dwóch latach z oceną bardzo dobrą i z tytułem KONSTRUKTOR – STYLISTA UBIORU (1996-1998)

Przez blisko 20 lat pracowałam w różnych sklepach z odzieżą , między innymi w Kupcu Poznańskim (sklep Hollywood Moda Męska) i w Starym Browarze (sklep Laurel i Falke), w firmie produkującej bieliznę (Lemax), ale też zaliczyłam 5 letnią przygodę z PKO BP.
Od 2013 roku ponowna „przygoda” z bankiem, ale miałam nareszcie wolne weekendy, więc po wielokrotnym namawianiu przez moja starszą o 10 lat kuzynkę, która skończyła studia, wyrzuciłam z głowy wszystkie obawy i w sierpniu 2014 roku złożyłam swoje dokumenty na SWPS w Poznaniu. Wybór padł na Psychologię, a po II roku zdecydowałam się na Psychologię Biznesu.
Tu pojawia się znowu wątek mojej torebki uszytej z ogrodniczek z Francji. Zawsze jak ją miałam ze sobą to ktoś mi mówił, jaką masz fajną torebkę, a nawet dwie z tych osób sugerowały mi, że powinnam założyć firmę i szyć te torebki, bo to fajny pomysł, ja jednak jeszcze w to nie wierzyłam.

Przełom nastąpił 4 czerwca 2015 roku, było to Boże Ciało, obudziłam się dziwnie zadowolona, włączyłam jak zwykle Dzień Dobry TVN, a tam Marcin i Dorota zapowiadają reportaż o kobietach, które zwolniły się z pracy na etacie i założyły swoje firmy związane z szyciem. W mojej głowie zaczęły sią w szybkim tempie tworzyć się dodatkowe połączenia nerwowe, i splotły się w spójną całość. Przypomniało mi się, że znalazłam ostatnio kilka fajnych sklepów z odzieżą używaną, w których często są zupełnie nie zniszczone rzeczy z dobrych materiałów, i to że mam maszynę do szycia, która ma ok 20 ozdobnych ściegów, i nagle same pojawiły mi się w głowie pomysły na te torebki, wiele pomysłów…

Jednak najpierw zajęłam się zaliczeniem sesji, na koniec lipca 2015 roku zwolniłam się z pracy w banku, ale po namowach szefowej od października przeszłam na pół etatu i pracowałam tam do czerwca 2016 roku.
Od sierpnia 2015 roku szyję torebki, od jesieni 2015 prowadzę fanpage na Facebooku, 7 grudnia 2015 założyłam startup pod nazwą Bags-just-jeans w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości w Poznaniu, a od 2 sierpnia 2016 roku założyłam moją pierwszą prawdziwą firmę

„my samsara”

„samsara” to dla mnie skrót myślowy, który “krzyczy” NIC NIE JEST PRAWDZIWE, WSZYSTKO JEST MOŻLIWE, a “my” bo chcę, żeby każda osoba, która będzie nosić wymyśloną przeze mnie torebkę mogła powiedzieć, że jest tylko “my” ponieważ każda będzie inna…

Justyna Czeszyńska